"Wreszcie zamknięto drzwi i zapłonął czerwony napis: "Nie palić, zapiąć pasy" - i coś po angielsku, może to samo, a może co innego. Może na odwrót: "Prosimy palić, pasów można nie zapinać". Kirpiczenko nie znał angielskiego. Z głośnika rozległ się kobiecy głos:
- Uwaga, dowódca statku wita pasażerów na pokładzie liniowca radzieckiego TU-114. Nasz supersamolot wyrusza w rejs Chabarowsk-Moskwa. Lot będzie się odbywał na wysokości dziewięciu tysięcy metrów z szybkością siedmiuset pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Czas trwania podróży osiem godzin trzydzieści minut. Dziękujemy za uwagę. - Następnie po angielsku: - Kurli-szurli, lops-drops... Sękju.
(...)
Kirpiczenko podszedł i odsunął kapitalistę ramieniem. Tamten zdziwił się i powiedział: "I am sorry", co oczywiście znaczyło: "Uważaj, bo oberwiesz".
- Spokój - powiedział Kirpiczenko. - Przyjaźń narodów.
Znał się na polityce."
- W pół drogi do Księżyca; Wasilij Aksionow
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz