W pewnej chwili butelka szampana wyśliznęła mi się z dłoni, jednak, zrobiona z jakiegoś futurystycznego gówna, nie rozbiła się.
(...)
- Pieprzyć przemysł kreatywny - palnąłem bez zastanowienia. - W mieście ludzie nie mają co jeść.
Moment. Jego dłoń. Mój policzek. Współrzędne świata przemieszczające się o sześćdziesiąt stopni w lewo, lekkie dzwonienie w uszach, a potem bezruch i cisza. Poczułem, jak jedna z moich dłoni podnosi się do twarzy, choć nie zdawałem sobie sprawy, że nią poruszam.
On mnie spoliczkował.
- Supersmutna i prawdziwa historia miłosna; Gary Shteyngart
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz