- Porty są do niczego - statki gniją, ludzie schodzą na psy!
Zwierciadło morza; Joseph Conrad
niedziela, 29 grudnia 2013
środa, 25 grudnia 2013
Wrócimy do tych rozmyślań
Może ludzkie życie trwa zbyt krótko, abyśmy mogli wypowiedzieć się w całej pełni, choć oczywiście to jest jedyny cel, który stale przyświeca ludziom podczas ich nieudolnego bełkotu.
- Lord Jim; Joseph Conrad
- Lord Jim; Joseph Conrad
sobota, 2 listopada 2013
Niewidocznie
Cynizm, Saszka, to wygodna tarcza, trudno z niej zrezygnować. Ale widocznie na każdego nadchodzi taka chwila, gdy zaczyna rozumieć, że nie można być szlifibrukiem.
- Koledzy; Wasilij Aksionow
- Koledzy; Wasilij Aksionow
niedziela, 1 września 2013
Obyty w szerokim świecie
"Wreszcie zamknięto drzwi i zapłonął czerwony napis: "Nie palić, zapiąć pasy" - i coś po angielsku, może to samo, a może co innego. Może na odwrót: "Prosimy palić, pasów można nie zapinać". Kirpiczenko nie znał angielskiego. Z głośnika rozległ się kobiecy głos:
- Uwaga, dowódca statku wita pasażerów na pokładzie liniowca radzieckiego TU-114. Nasz supersamolot wyrusza w rejs Chabarowsk-Moskwa. Lot będzie się odbywał na wysokości dziewięciu tysięcy metrów z szybkością siedmiuset pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Czas trwania podróży osiem godzin trzydzieści minut. Dziękujemy za uwagę. - Następnie po angielsku: - Kurli-szurli, lops-drops... Sękju.
(...)
Kirpiczenko podszedł i odsunął kapitalistę ramieniem. Tamten zdziwił się i powiedział: "I am sorry", co oczywiście znaczyło: "Uważaj, bo oberwiesz".
- Spokój - powiedział Kirpiczenko. - Przyjaźń narodów.
Znał się na polityce."
- W pół drogi do Księżyca; Wasilij Aksionow
- Uwaga, dowódca statku wita pasażerów na pokładzie liniowca radzieckiego TU-114. Nasz supersamolot wyrusza w rejs Chabarowsk-Moskwa. Lot będzie się odbywał na wysokości dziewięciu tysięcy metrów z szybkością siedmiuset pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Czas trwania podróży osiem godzin trzydzieści minut. Dziękujemy za uwagę. - Następnie po angielsku: - Kurli-szurli, lops-drops... Sękju.
(...)
Kirpiczenko podszedł i odsunął kapitalistę ramieniem. Tamten zdziwił się i powiedział: "I am sorry", co oczywiście znaczyło: "Uważaj, bo oberwiesz".
- Spokój - powiedział Kirpiczenko. - Przyjaźń narodów.
Znał się na polityce."
- W pół drogi do Księżyca; Wasilij Aksionow
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Pedagogika
Zaczął pedagogicznie, co zawsze było dla mnie obrzydliwe, gdyż pedagogika to przymus wywierany przez zepsutą istotę ludzką na istotę niezepsutą i szkołą obłudy; zaczął prognostycznie, a ta metoda nie sprawdza się nawet w meteorologii i uczyniła ją śmieszną nauką; zaczął niby zardzewiały wiatromierz kręcić swoją małpią głową, wywracać bazedowymi gałami i kiwając się nade mną jak belfer pouczać. I tak mówi, i powiada:
- Słuchajcie, Magistrze. To, czegoście się nawarzyli w tej swojej chorej banieczce... cała ta wasza chemia i mieszanie... to czysta bujda, wierzcie! Raz-dwa wywietrzeje, o tak... fiuu! Lepiej ładnie pięknie się opamiętajcie...
- Dziennik pozapokładowy; Slobodan Novak
- Słuchajcie, Magistrze. To, czegoście się nawarzyli w tej swojej chorej banieczce... cała ta wasza chemia i mieszanie... to czysta bujda, wierzcie! Raz-dwa wywietrzeje, o tak... fiuu! Lepiej ładnie pięknie się opamiętajcie...
- Dziennik pozapokładowy; Slobodan Novak
niedziela, 28 kwietnia 2013
Paradoks
- Pasjonują księdza jej grzechy?
- Ależ skąd? Czyż nie jestem tu po to, żeby leczyć strapione dusze? W gruncie rzeczy to paradoks: muszę poświęcać się w większym stopniu duszom upadłym niż czystym.
- Trucicielka; Eric-Emmanuel Schmitt
- Ależ skąd? Czyż nie jestem tu po to, żeby leczyć strapione dusze? W gruncie rzeczy to paradoks: muszę poświęcać się w większym stopniu duszom upadłym niż czystym.
- Trucicielka; Eric-Emmanuel Schmitt
środa, 27 lutego 2013
Co robi się po rozwodzie
(...). Rzecz jasna, gdyby wierzyć wszystkim folderom reklamowym, James Joyce mieszkał wszędzie w Dublinie. Plotka głosi, że Ulissesa pisał nawet w Burger Kingu na O'Connell Street.
(...). Opracowałem strategię pozwalającą mi odwiedzać dziennie co najmniej sześć pubów, co oznaczało, że już około roku 3017 miałbym zaliczone wszystkie puby w Dublinie.
(...) jest takie stare irlandzkie słowo, używane prawie bez przerwy przez starych Irlandczyków: craic. Wymawiane tak samo jak "crack", należy do słów co prawda pozbawionych konkretnego znaczenia, za to chętnie przez wszystkich tłumaczonych. Najogólniej oznacza ono "zabawę", ale nie taką, która polega na grze w piłkę z siostrzeńcem, tylko taką, jaką masz nad ranem, kiedy z przepicia ledwo stoisz na nogach, a ktoś proponuje, żeby wyjść na ulicę i zorganizować zawody w rzucaniu nożem, zaś wszyscy oczywiście uznają to za rewelacyjny pomysł. (...). Pewnego razu udało mi się wbić nóż do steków w lewe przedramię Colina - ostrze weszło na jakieś półtora centymetra - a jego ubawiło to jeszcze bardziej niż mnie!
(...) Zmierzamy w kierunku wyjątkowo skomplikowanej i mocno teoretycznej dyskusji z dziedziny matematyki abstrakcyjnej. Dla mnie to po prostu "matematyka Las Vegas". (...). Powiedzmy, że przyjechałeś do Vegas z trzema tysiącami dolarów w kieszeni. Przegrałeś wszystko, po czym wziąłeś jeszcze tysiąc, zadłużając się na jednej ze swoich kart kredytowych. Z tego straciłeś osiemset pięćdziesiąt. Pewnie przegrałbyś również pozostałe sto pięćdziesiąt, gdyby nie to, że twoi przyjaciele siłą wypchnęli cię z kasyna, bo inaczej spóźniłbyś się na samolot. Zgodnie z matematyką konwencjonalną straciłeś w sumie trzy tysiące osiemset pięćdziesiąt dolarów (plus odsetki ściągnięte przez tych cholernych krwiopijców z banku).
Według matematyki Las Vegas liczby wyglądają zupełnie inaczej. Owszem, nadal jesteś do tylu trzy tysiące osiemset pięćdziesiąt dolarów, ale za to jak się bawiłeś! Dostałeś darmowy bilet na spektakl O? Dostałeś. Niezły był, prawda? A te steki na kolację we wtorek? Niesamowite! Potem skułeś się z kolesiami i Josh próbował przeskoczyć przez kanał w kasynie Venetian. To było niewiarygodne! A ta nieziemska laska, która złapała cię za tyłek, kiedy poprosiłeś, żeby chuchnęła ci na szczęście w kości? Ile TO było warte? Nie wiesz? To ci powiem: dwanaście tysięcy dolarów. Serio. (...) dzięki podróży do Las Vegas zarobiłeś na czysto osiem tysięcy sto pięćdziesiąt dolarów. Gratulacje!
(...) Bogowie chyba postanowili sobie ze mnie zakpić. Za moimi plecami trwał pokaz hedonistycznych rozkoszy, o jakich do tej pory nie miałem nawet pojęcia. (...). Mój umysł wiedział, że najbliższe godziny będą wprost niesamowite. (...). Moje serce nie było w nastroju do negocjacji. Do tej pory zawsze mogłem liczyć na mózg, że w razie potrzeby wstanie i kopnie serce w dupę. W moim dawnym życiu to mózg był panem. (...). Przypuszczałem, że również tym razem mózg skopie sercu tyłek, ale ale zdaje się, że podczas moich podróży serce regularnie pakowało, albo może mózg osłabł (...). Zanim się zorientowałem, w czym rzecz, serce zawładnęło moimi stopami i nagle stopy, serce i cała reszta mnie popędziła ku burcie.
- Co jest, Bobby? - usłyszałem zdumiony głos Petera, a chwilę potem byłem już w wodzie.
(...).
- Człowieku, co ci odbiło?
Obejrzałem się, wciąż pracując ramionami.
- Przepraszam, ale muszę się z kimś zobaczyć. Cześć!
(...). To by chyba było już wszystko. Jeśli o mnie chodzi, to... hm... kręcę się pogodnie na ruletce życia, obijam się o różne liczby i nie mam bladego pojęcia, gdzie wyląduję, ale wszędzie mi się podoba. Alicja jest ze mną na zawsze (odpukać!), życie jest piękne. Moja była żona? Życzę jej wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że nie weźmie mi za złe tej książki. Bóg jeden wie, jak byłbym wkurzony, gdyby napisała swoją.
- Pij, graj, używaj; Andrew Gottlieb
(...). Opracowałem strategię pozwalającą mi odwiedzać dziennie co najmniej sześć pubów, co oznaczało, że już około roku 3017 miałbym zaliczone wszystkie puby w Dublinie.
(...) jest takie stare irlandzkie słowo, używane prawie bez przerwy przez starych Irlandczyków: craic. Wymawiane tak samo jak "crack", należy do słów co prawda pozbawionych konkretnego znaczenia, za to chętnie przez wszystkich tłumaczonych. Najogólniej oznacza ono "zabawę", ale nie taką, która polega na grze w piłkę z siostrzeńcem, tylko taką, jaką masz nad ranem, kiedy z przepicia ledwo stoisz na nogach, a ktoś proponuje, żeby wyjść na ulicę i zorganizować zawody w rzucaniu nożem, zaś wszyscy oczywiście uznają to za rewelacyjny pomysł. (...). Pewnego razu udało mi się wbić nóż do steków w lewe przedramię Colina - ostrze weszło na jakieś półtora centymetra - a jego ubawiło to jeszcze bardziej niż mnie!
(...) Zmierzamy w kierunku wyjątkowo skomplikowanej i mocno teoretycznej dyskusji z dziedziny matematyki abstrakcyjnej. Dla mnie to po prostu "matematyka Las Vegas". (...). Powiedzmy, że przyjechałeś do Vegas z trzema tysiącami dolarów w kieszeni. Przegrałeś wszystko, po czym wziąłeś jeszcze tysiąc, zadłużając się na jednej ze swoich kart kredytowych. Z tego straciłeś osiemset pięćdziesiąt. Pewnie przegrałbyś również pozostałe sto pięćdziesiąt, gdyby nie to, że twoi przyjaciele siłą wypchnęli cię z kasyna, bo inaczej spóźniłbyś się na samolot. Zgodnie z matematyką konwencjonalną straciłeś w sumie trzy tysiące osiemset pięćdziesiąt dolarów (plus odsetki ściągnięte przez tych cholernych krwiopijców z banku).
Według matematyki Las Vegas liczby wyglądają zupełnie inaczej. Owszem, nadal jesteś do tylu trzy tysiące osiemset pięćdziesiąt dolarów, ale za to jak się bawiłeś! Dostałeś darmowy bilet na spektakl O? Dostałeś. Niezły był, prawda? A te steki na kolację we wtorek? Niesamowite! Potem skułeś się z kolesiami i Josh próbował przeskoczyć przez kanał w kasynie Venetian. To było niewiarygodne! A ta nieziemska laska, która złapała cię za tyłek, kiedy poprosiłeś, żeby chuchnęła ci na szczęście w kości? Ile TO było warte? Nie wiesz? To ci powiem: dwanaście tysięcy dolarów. Serio. (...) dzięki podróży do Las Vegas zarobiłeś na czysto osiem tysięcy sto pięćdziesiąt dolarów. Gratulacje!
(...) Bogowie chyba postanowili sobie ze mnie zakpić. Za moimi plecami trwał pokaz hedonistycznych rozkoszy, o jakich do tej pory nie miałem nawet pojęcia. (...). Mój umysł wiedział, że najbliższe godziny będą wprost niesamowite. (...). Moje serce nie było w nastroju do negocjacji. Do tej pory zawsze mogłem liczyć na mózg, że w razie potrzeby wstanie i kopnie serce w dupę. W moim dawnym życiu to mózg był panem. (...). Przypuszczałem, że również tym razem mózg skopie sercu tyłek, ale ale zdaje się, że podczas moich podróży serce regularnie pakowało, albo może mózg osłabł (...). Zanim się zorientowałem, w czym rzecz, serce zawładnęło moimi stopami i nagle stopy, serce i cała reszta mnie popędziła ku burcie.
- Co jest, Bobby? - usłyszałem zdumiony głos Petera, a chwilę potem byłem już w wodzie.
(...).
- Człowieku, co ci odbiło?
Obejrzałem się, wciąż pracując ramionami.
- Przepraszam, ale muszę się z kimś zobaczyć. Cześć!
(...). To by chyba było już wszystko. Jeśli o mnie chodzi, to... hm... kręcę się pogodnie na ruletce życia, obijam się o różne liczby i nie mam bladego pojęcia, gdzie wyląduję, ale wszędzie mi się podoba. Alicja jest ze mną na zawsze (odpukać!), życie jest piękne. Moja była żona? Życzę jej wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że nie weźmie mi za złe tej książki. Bóg jeden wie, jak byłbym wkurzony, gdyby napisała swoją.
- Pij, graj, używaj; Andrew Gottlieb
piątek, 15 lutego 2013
Humor alkoholowy
Czekałem, aż koniak zacznie działać. Nastąpiło to szybciej niż się spodziewałem. Kaczmar sięgnął po jeden z kanistrów z sokiem i sam podniósł go do ust. Zabulgotało.
- Witaminy - uśmiechnął się do mnie z ironią. - I minerały.
Postawiłem koniak na podłodze w zasięgu jego ręki. Udał, że nie widzi. Odstawił sok, wykonał kilka żałosnych ruchów ramionami , dając mi do zrozumienia, że nabiera ochoty do życia.
(...)
- Wyjeżdżamy - powiedziałem pogodnie. - Wyprasza nas.
- Przeze mnie? - nie wydawał się zbyt poruszony.
- Chyba przez nas obu.
- No to nie ma czego żałować - powiedział rzucając okiem na wypchaną kieszeń mojej marynarki.
(...)
- Słuchaj, Jacek... - zacząłem.
- Skończyło się! - oznajmił podnosząc w górę butelkę i patrząc na mnie z trwogą. - Co teraz zrobimy?
- Chciałbym, żebyś mnie posłuchał.
- Posłucham, czego chcesz, po to tu jestem. Mamy całą noc, powiedzmy - pół nocy. Nie idziemy jutro do pracy. Nie mamy żadnych planów. Jesteśmy wolni. Ale musimy mieć coś do picia.
(...)
- Ale pijanych Pan Bóg strzeże. - odparł z uśmiechem.
- Ale potem będziesz słuchał? Nie urżniesz się?
- Urżnę się, ale przedtem będę słuchał. Zresztą musimy mieć coś na śniadanie, bo będzie nami telepało.
Byłem tym odpowiedzialnym i mądrzejszym. Byłem też złym duchem sprawdzającym granice ludzkiej wytrzymałości. Wstałem.
- Autoportret z kanalią; Jacek Kaczmarski
- Witaminy - uśmiechnął się do mnie z ironią. - I minerały.
Postawiłem koniak na podłodze w zasięgu jego ręki. Udał, że nie widzi. Odstawił sok, wykonał kilka żałosnych ruchów ramionami , dając mi do zrozumienia, że nabiera ochoty do życia.
(...)
- Wyjeżdżamy - powiedziałem pogodnie. - Wyprasza nas.
- Przeze mnie? - nie wydawał się zbyt poruszony.
- Chyba przez nas obu.
- No to nie ma czego żałować - powiedział rzucając okiem na wypchaną kieszeń mojej marynarki.
(...)
- Słuchaj, Jacek... - zacząłem.
- Skończyło się! - oznajmił podnosząc w górę butelkę i patrząc na mnie z trwogą. - Co teraz zrobimy?
- Chciałbym, żebyś mnie posłuchał.
- Posłucham, czego chcesz, po to tu jestem. Mamy całą noc, powiedzmy - pół nocy. Nie idziemy jutro do pracy. Nie mamy żadnych planów. Jesteśmy wolni. Ale musimy mieć coś do picia.
(...)
- Ale pijanych Pan Bóg strzeże. - odparł z uśmiechem.
- Ale potem będziesz słuchał? Nie urżniesz się?
- Urżnę się, ale przedtem będę słuchał. Zresztą musimy mieć coś na śniadanie, bo będzie nami telepało.
Byłem tym odpowiedzialnym i mądrzejszym. Byłem też złym duchem sprawdzającym granice ludzkiej wytrzymałości. Wstałem.
- Autoportret z kanalią; Jacek Kaczmarski
niedziela, 3 lutego 2013
Hierarchia wartości poszukiwacza przygód
Wkrótce jednak Bilbo przekonał się, że stracił coś więcej niż łyżki - a mianowicie dobrą reputację. Co prawda na zawsze już pozostał przyjacielem elfów, cieszył się też szacunkiem krasnoludów, czarodziejów i podobnych wędrowców, przestał jednak być szanowanym hobbitem. Sąsiedzi powszechnie uważali go za dziwaka - wszyscy oprócz jego siostrzenic i siostrzeńców ze strony Tuków, a nawet tych starszyzna rodu starała się zniechęcić do bliższych kontaktów z wujem.
Przykro mi to rzec, ale Bilbo zupełnie się tym nie przejmował.
- Hobbit, albo tam i z powrotem; J.R.R. Tolkien
Przykro mi to rzec, ale Bilbo zupełnie się tym nie przejmował.
- Hobbit, albo tam i z powrotem; J.R.R. Tolkien
niedziela, 20 stycznia 2013
Cisza
- To znaczy... ja... wydaje mi się, że... zresztą... bo ja...
- Jun, jeżeli to, co mówisz, nie jest piękniejsze od ciszy, lepiej milcz.
- Zapasy z życiem; Eric-Emmanuel Schmidt
- Jun, jeżeli to, co mówisz, nie jest piękniejsze od ciszy, lepiej milcz.
- Zapasy z życiem; Eric-Emmanuel Schmidt
sobota, 19 stycznia 2013
Odcięcie
Piszę sobie każdego ranka te notatki, by się psychicznie ratować. By coś robić. Na dnie duszy czuję, że jest to czynność poniekąd rozpaczliwa. Bo przecież jest mała szansa na to, by ktokolwiek to kiedyś przeczytał. Ten absurd sytuacyjny podnieca mnie jak zawsze. Całe życie spędziłem w poczuciu, że świat, w którym żyję, jest po prostu absurdalny, irracjonalny.
- dzienniki 1982 - 1990; Marek Skwarnicki
- dzienniki 1982 - 1990; Marek Skwarnicki
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)